[caption id="" align="aligncenter" width="168"]

źrókło: http://www.123rf.com/[/caption]
Umówmy się, że Matka Polka, to kobieta zaharowująca się po łokcie dla swojej rodziny w przeświadczeniu, że składa w ofierze swoje życie, by innym (patrz: rodzina) było najlepiej. Najczęściej taka mama lubi zapomnieć o sobie i swoich potrzebach. To dlatego właśnie wizerunek Matki Polki to najczęściej niedokładnie (bo w pośpiechu) pomalowana kobieta z wałkami na głowie, w szlafroku, z żelazkiem w ręku, butelką w drugiej dłoni już jedną nogą w bucie na obcasach, biegnie, by wyłączyć pod zupą gaz.
[caption id="" align="aligncenter" width="475"]

źródło: http://secretmoonart.blogspot.com/2010/09/getting-ready-for-salvador-dali.html[/caption]
Kim więc jest Eko-Mama? Kimś zupełnie odmiennym? Tak się z pozoru wydaje, ale, kiedy się nad tym głębiej zastanowić, oba zworce wcale się tak bardzo od siebie nie różnią…
Wychodzisz ze szpitala ledwo żywa. Dziecko w domu nie daje ci za dużo odpoczywać, więc wyglądasz jak żywe zombie. Nie masz czasu myśleć o sobie: w zasadzie myślisz tylko o dziecku. Ewentualnie o tym, by czas płynął szybciej – byś doszła szybciej do siebie.
Ale już następnego dnia dzwoni do ciebie przyjaciółka i na „dzień dobry” zadaje ci szereg – jak ci się zdaje – dziwnych pytań, po czym w pół słowa kończy rozmowę stwierdzeniem, iż zaraz u ciebie będzie, bo to rozmowa „nie na telefon”.
Ty tylko rozglądasz się tępo po mieszkaniu i oceniasz, że nie jest tragicznie. Zaglądasz tylko do szafki, gdzie znajdujesz paczkę biszkoptów. Kawa – też jest, więc tylko włączasz ekspres i spoglądasz w lustro. Widok cię zatrważa, dlatego sięgasz po korektor i wklepujesz go pod oczy. Różu, który miałby poprawić koloryt skóry już nie zdążysz nałożysz, bo słyszysz pukanie.
Przyjaciółka ubrana w zwiewną lnianą spódnicę i bawełniany seterek, z dwiema materiałowymi torbami wpada pełna energii. Po krótkim cmok-cmok, otaksowaniu z góry na dół, przechodzicie do pokoju, gdzie proponujesz kawę.
Tak, kawę chętnie, ale tylko jeśli jest z upraw, na których przestrzegane są zasady fair trade (sprawiedliwego handlu). Eee, zawieszasz się, nie wiesz tego, ale kawa jest naprawdę pyszna. Nie, to tylko wodę. I tu zapala się ostrzegawcza czerwona lampka. Zapala się, ale na tym etapie nie wiesz, dlaczego.
Szybko się jednak dowiadujesz. Przyjaciółka, w twoim imieniu, „odrobiła pracę domową” i teraz ona sama może być matką. Ale teraz ona ci wszystko wytłumaczy: zakupy tylko na targu i koniecznie od ekologicznego dostawcy. I tylko sezonowe i – oczywiście – z naszej strefy klimatycznej! Żadnych bananów, pamiętaj! Zakupy chemiczne? Tylko szare mydło i woda, bo reszta szkodzi środowisku. Torby albo wielorazowe materiałowe, albo papierowe. Ubrania? Wszystkie z naturalnych materiałów. A jak już nie nosisz, to na specjalnym portalu można się nimi wymieniać. To samo dotyczy zabawek i innych przedmiotów. Kosmetyki – także tylko naturalne. Leki? No, wiesz?! Tylko zioła, sok malinowy własnej produkcji czy mleko od krowy z miodem z pasieki!
Nagle wstaje i rusza do przedpokoju. No, tak, przyniosła prezenty. Dla ciebie cały cykl zajęć z jogi, orzechy piorące i chustę do noszenia dziecka: w końcu tak jest bliżej mamy, jak kiedyś. Kręci ci się w głowie. Dziękujesz za wszystko i kiedy pada pytanie, czy karmisz – bo tak przecież najlepiej – wpada twój luby z dużą paką pampersów pod pachą.
Uśmiechasz się blado. Pampersy twojej eko przyjaciółce się nie spodobają. Tak, koniecznie trzeba się ich pozbyć: teraz tylko tetrowe. Trzeba wygotować, ale te z konopi, bądź bambusa schną szybciutko. Ona jednak śpieszy się, by wysprzątać dom – a przecież nie używa odkurzacza – ugotować obiad z eko warzywami i eko kurczakiem. Ale jeszcze rzut oka na mieszkanie – kosz na śmieci. Bo segregujecie, prawda? Mąż już chce zaprzeczyć, ale wyprzedzasz go, gorliwie przytakując. Cmok-cmok i już jej nie ma. Jak jej się Mały podobał, pyta mąż. Nie zdążyła go zobaczyć, odpowiadasz.
[caption id="" align="aligncenter" width="489"]

źródło: http://www.huffingtonpost.com/anne-geddes/anne-geddes-photographer_b_3197572.html[/caption]
A teraz wróćmy do rzeczywistości. Tak, eko mama jest zakręcona na punkcje ekologii. Do przesady. A ekologia jednak wymaga większego nakładu pracy. I nie tylko wtedy, kiedy w ekologicznym domu pojawia się dziecko. Bladym świtem eko mama już maca ziemniaki i pomidory na targu. Pędzi potem, na nogach, oczywiście, ewentualnie rowerem (ale z siatami może być ciężko) do domu, gdzie musi postawić obiad. Bez kostek rosołowych, dopiero stawia na bulion. Potem zasuwa z miotłą i szmatą – myje wszystko wodą z szarym mydłem. Potem pierze. W pralce ekologicznej z orzechami piorącymi. Jak znajdzie chwilę wyszukuje eko nowinki w Internecie. Oczywiście nie trzeba chyba specjalnie rozpisywać się na temat segregowania śmieci – to jest tak oczywiste, że nie wymaga zagłębiania się w temat. Na deser eko mama – a w rzeczywistości kobieta, która nie musi być mamą, by znaleźć się w grupie eko mam – najlepiej, by była wegetarianką, bo przecież te biedne zwierzęta… itd. (temat rzeka, w który celowo nie wchodzę). Zwłaszcza, że łatwiej zrezygnować z mięsa niż szukać tych eko. Wszystko, co można kupuje od „baby na targu”.
Wspomnę jeszcze o eko seksie. Tak, wystarczą prezerwatywy od owcy, które jednak nie zabezpieczają przed chorobami i wirusami z powodu naturalnych porów ale już można być eko.
A kiedy pojawia się dziecko? Wtedy eko mama chyba w ogóle nie śpi, wyparzając pieluchy tetrowe.
[caption id="" align="aligncenter" width="282"]

źródło: http://poznanianka.blogspot.com/2011/05/anne-geddes.html[/caption]
No i umówmy się, nie zaoszczędzimy specjalnie przechodzą na system eko. Może szare mydło i woda są tańsze, ale już wszystkie inne elementy życia są znacznie droższe.
Ważne, by Eko Mama nie tylko dopieszczała swój mały świat – ona ma emanować światłem, radością życia, jakby urodziła się dopiero teraz (a nie jakby to ona dopiero co urodziła), wolna od tego, co w cywilizacji truje ludzi. w dzieckiem w chuście idzie dumna, spontaniczna. Zawsze z uśmiechem, jak dziecko-kwiat, w eko ubraniach, z torbami z recyklingu, w dzieckiem w chuście idzie dumna, spontaniczna, pełna życia. 100% natural. Swoją postawą nawołuje do tego trybu życia. Chce całemu światu pokazać, jaka ona jest szczęśliwa, spełniona, a przy tym jest w pełni sobą.
A teraz chwila na zastanowienie. Czy Eko Mama to nie trochę jednak Matka Polka?
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Eko Mama, to trochę Matka Polka od drugiej strony. Eko Mama po prostu chce pokazać, że to wszystko wypływa z niej. To, co robi dla swojej rodziny i domu, to samo dobro, a ona czuje się spełniona i szczęśliwa, a nie jak Matka-Pożal-Się-Boże-Polka, która się zaharowuje i niczego z tego nie ma. Eko Mama ściga się ze samą sobą i próbuje przekuć swoją codzienność w baśń (Calineczka i spanie w łupienie z orzecha pod kołderką z płatka róży?). Ale obie kobiety chcą udowodnić mężczyznom, że są od nich lepsze. Albo inaczej: są konkurencyjne. Też kreują świat – na swój sposób, bo ten świat domowy. I w tym są zawsze najlepsze. Idealne. Wciąż niepogodzone z faktem, że nikt na świecie taki nie jest. A jeśli sądzą, ze jest inaczej – to znaczy, że nie wiedzą wszystkiego, same udając jak im to wszystko lekko wychodzi.
Czy Eko Mama to nie jakaś odmiana Matki Polki, która powstała, by… być zaprzeczeniem Matki Polki? Takie odnoszę wrażenie.
A czy Wy obserwujecie w swoich środowiskach takie zachowania?
[caption id="" align="aligncenter" width="575"]

źródło: http://fineartamerica.com/art/all/anne+geddes/acrylic+prints?page=4[/caption]