Wyobraźmy sobie, że urodziłaś dziecko.
Ja nie muszę - ja urodziłam, więc moje rozważania w żadnym stopniu nie będą li i jedynie teoretyczne.
Czyli jesteś mamą, załóżmy. Dumną jak paw, zmęczoną jak styrany koń pociągowy po całym dniu orki w upale, bezgranicznie szczęśliwą i ... świeżo upieczoną, więc wszystko jest absolutnie nowe, świat staje na głowie. Jeśli nawet nie cały, to na pewno małżeństwo, relacje międzyludzkie i wszystko, co cię otacza.
Znajdujesz chwilę, by pochwalić się wyczynem na fejsbuku. I tu uderza mnie pytanie - jak ustalić granice? Gdzie one są? Ile razy weszłaś na fb a tak same zdjęcia jeszcze nieumytego bobasa z klipsem przy pępku? W innym miejscu widzisz zdjęcie siebie i maleństwa w szpitalu, które wygląda jakby dziewczyna urodziła przed sekundą. I podpis. Tu mamusie prześcigają się w pomysłach: "Najszczęśliwsza", "Z moim skarbem", "Moje kobiety- jak wstawia dumny ojciec. Tych na portalach społecznościowych też nie brakuje.
Kiedy kończy się kwestia pochwalenia się, a gdzie zaczyna się ekshibicjonizm?
Ja rozumiem, że przecież takie cudowne, piękne, o idealnych wymiarach, podobne do... i tak dalej dziecko urodziłaś. A do tego sama, mimo że było to straszne, bolesne i traumatyczne przeżycie! Ale żeby od razu kartki z pamiętnika obnażające najintymniejsze szczegóły porodu opisywać?
Kiedy kończy się duma bycia mamą, a gdzie zaczyna być obsesyjne chwalenie się osiągnięciami malucha? Oczywiście w formie "historyjki obrazkowej".
Oczywiście, że miło się czyta, kiedy jakaś z mam napisze o pierwszym zjedzonym samodzielnie posiłku i do tego zrobi to w fajny humorystyczny sposób. Ale po co mi ilustrowana historia osiągnięć bobasa, zwłaszcza kiedy opiera się na osiągnięciach typu "pierwsza kąpiel" (zdjęcie: bobas nagusieńki na plecach w wannie. bez retuszu czerwonych oczu w dodatku), "pierwszy ząb" (zdjęcie: nie chcę wiedzieć jak powstało. Przedstawia małego zęba jak kasownika), "pierwszy raz na spacerze" (zdjęcie: dziecka nie widać spoza tych wszystkich ciuszków i kocyków), "pierwszy raz na nocniku" (zdjęcie: bobas goluteńki na "tronie"), "pierwszy raz jemy coś-tam" (zdjęcie: bobas ubabrany po same stopy w czymś, co było kiedyś marchewką, ziemniakiem i chyba jakimś mięsem) i tak aż... no właśnie.
I tu muszę sobie pozwolić na dygresję.
Czy którakolwiek z mam zastanawiała się, co się dzieje z tymi zdjęciami w sieci? Przecież to nie jest "czarna dziura". Tu nic nie ginie. Nie znam nikogo, kto nie wpisałby swojego imienia i nazwiska w google. Ciekawe, co by było, gdyby kiedyś dziecko którejś z tych mam (tak ochoczo wstawiających zdjęcia półnagich bobasków) znalazło to zdjęcie kiedyś. A znajdzie. Bo w internecie nic nie ginie. Ciekawam, czy podziękuje za taką... popularność. To jest jedna sprawa.
Teraz będzie znacznie gorzej. Czy którakolwiek z tych dumnych mamusi myślała o odbiorcach? O tym, kto jest po drugiej stronie? Przecież to nie zawsze cnotliwi rodzice przeglądają blogi parentingowe czy profile innych rodziców. Na takie strony wchodzą... ekhm... czy muszę pisać, kto? Niby pornografia dziecięca jest absolutnie zakazana i karalna. Ale - z pozoru niewinne zdjęcia z "pierwszej kąpieli" to nic innego jak łatwo dostępna alternatywa. A potem okazuje się, że młoda mama ma w profilu napisane, skąd pochodzi... Dreszcz przeszedł mi po plecach.
Wróćmy jednak do pytań o granice:
Kiedy nasz profil jest jeszcze nasz (ewentualnie z wstawkami dotyczącymi naszej pociechy), a kiedy już w zasadzie jest naszego dziecka?
Znam kilka taki mam, które już nie mają zdjęć profilowych (w ich miejsce wstawiane są zdjęcia dzieci), statusy dotyczą tylko dziecka (albo gorzej: pisane są z perspektywy dziecka - "dziś pierwszy raz sam poszedłem do łóżka spać"). Tylko pytanie, czy taka mama sama chciałaby, by tyle informacji o niej, zdjęć i wszystkiego jej mama umieszczała dla szerszego odbiorcy w Internecie. Co z tego, że jeszcze w imieniu dziecka jego mama do 18 lat ma prawo podejmować decyzje, robić coś nie pytając o zdanie. Jest prawnym opiekunem - ponosi odpowiedzialność za dziecko, ale też może za niego decydować. Ja myślę zawsze kategoriami: moja córka to kiedyś zobaczy.
Kiedy nasze pomysły co do tego, o czym akurat myśli niemowlę zostają w rodzinie a kiedy zna je już cały fejsbuk?
Mamy wprost uwielbiają podpisywać zdjęcia myślą, jaka wpadła małemu szkrabowi w chwili robienia zdjęcia. Ta, bankowo tak mały myślał. Nie wiem, czy to jest niestosowne. Ale jest jakaś taka prawidłowość. Mnie to po prostu irytuje: że niby ona zna swoje dziecko tak, że wie o czym myśli. Kiedy mama podaje mi na talerzu tę myśl, automatycznie ją neguję i myślę: a gó...zik prawda. Powiedz jej kiedyś mały, że słowa, które ci wkładała w usta były na końcu długiej listy tego, o czym mógłbyś myśleć.
Kiedy tata chce koniecznie zaszpanować - że to jego krew, jego plemniki i taaaka dubeltówka, a kiedy zamienia się w mamusię fejsb(r)ukową?
Tatusiowie też wpadają w sidła przesadnego "tatusiowania" na fb. Zdjęcia, filmiki - jakim to on nie jest ojcem, jakiego on nie ma syna zaradnego (bo umie i to i tamto) czy pięknej córusi ("uroda po mamusi")! Tak, jak bycie ojcem jest bardzo męskie. Nie wiem, czy jest coś, co czyni faceta bardziej męskim. Może jeszcze obrona swojej rodziny w sytuacji zagrożenia życia tego jest ekstremalnie męska. Ale facet ma jaja, kiedy zmierzy się z pełnym (wiemy czego) pampersem czy kiedy wstaje w nocy do płaczącego dziecka z cichym szeptem w stronę żony: "Ja się tym zajmę. Śpij.". Ale to docenią mamy.
Jakieś podsumowanie?
Osobiście mam uczulenie na ekshibicjonizm młodych matek, co niestety czyni je nieodpowiedzialnymi. Czy nie można się pochwalić? No, można, można. Ale wszystko z wyczuciem. Postaw się na miejscu dziecka w wieku pozwalającym mu poruszać się sprawnie po internecie. I pomyśl o tym, kto teraz przeglądać może twoje zdjęcia i czy na miejscu twoich znajomych chciałabyś coś takiego przeczytać czy zobaczyć. Tyle.
A co Wy sądzicie o takim zjawisku jak "fejsukowa mama" czy "fejbukowy tata"?
a teraz coś bardzo miłego. i dla mnie i dla 11 osób. czyli jak zostałam doceniona przez dwie osoby i nominowana do liebster blog award. bardzo dziękuję Katyi z Modnie z wózkiem (Katya, czy to się odmienia?!) i Adzie z bloga Mama Blog'uje.
czy bawię się z takie przedsięwzięcia łańcuszkowe? tu nawet nie chodzi o tę zabawę, a o fakt, że komuś podoba się mój blog, szanuje i docenia to, co robię i chce się tym podzielić z innymi. to jest najważniejsze. i oczywiście mogłabym się tylko pochwalić nominacjami i zakończyć z mojej strony ten łańcuszek. ale czy nie znam blogów zasługujących na wyróżnienie? dopiero co pisałam o nich tutaj.
czyli biorę udział. a żeby to zrobić muszę trzymać się regulaminu, który nakazuje skopiować zasady zabawy, odpowiedzieć na pytania zadane przez nominujące mnie osoby (czyli u mnie 22 pytania... nie wiem, jak to zniesiecie), nominować 11 blogów i zadać im 11 pytań. by się nie powtórzyły, o zgrozo...
zaczynamy.
"Zasady Gry:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował".
Pytania od Katyi (może nie profanuję Twojego nicka):
1. Największe zaskoczenie związane z ciążą, macierzyństwem...
- ... że przeciętny dzień po porodzie nie przypomina dnia sprzed porodu ani przez sekundę.
2. Dlaczego akurat wtedy zdecydowałaś się na prowadzenie bloga?
- człowiek bardzo często w ciąży "ma dość", tak ogólnie. i dużo leżakuje, więc tak intelektualnie się trochę nudzi.
3. Ulubiona część garderoby i dlaczego?
- komin i buty na obcasach. komin zawsze oszuka mój organizm, jak to jest ciepło ubrany. buty na obcasach, bo wtedy wolę swoje nogi, nie garbię się i czuję się pewniej.
4. Co sprawia, że czujesz się 100% kobietą?
- takie jedno dość szczególne spojrzenie mojego męża :)
5. Miasto czy wieś?
- wieś. mimo wszystko. a najlepiej małe miasteczko :)
6. Ulubiona bajka z dzieciństwa.
- trudno mi się zdecydować. niech będą Muminki. Buki się bałam, a jakże, ale mi to nie przeszkadzało w lubieniu tej bajki.
7. Będziesz/ Jesteś mamą pracującą zawodowo czy mamą zajmującą się domem?
- będę chciała pracować. ale chyba uda mi się pracować w domu i połączyć obie wersje :)
8. Bez czego nigdy nie wychodzisz z domu?
- torebka. nawet jak jest pusta, nie ma w niej telefonu i portfela, bo zapomniałam włożyć :)
9. Ulubiony sklep.
- eee... chyba targ, jeśli można go zaliczyć do sklepu.
10. Twój kosmetyk wszech czasów.
- chyba balsam Dove, który migocze. pachnie cudnie i przypomina mi czasy mojej studniówki, bo wtedy go stosowałam.
11. Co pomaga Ci zorganizować dzień?
- mówienie na głos. to znaczy ja sobie tłumaczę to tak, że mówię o tym Mysi-Gęsi. ale w podpunktach mówię do siebie, chociaż przed ciążą notowałam.
Ok. Poszło. A teraz pytania od Ady:
1. Czy jeśli miałabyś możliwość, przeżywałabyś inaczej swoją ciążę?
- chyba jeszcze więcej bym się ruszała, chociaż i była w ciągłym ruchu.
2. Możesz się nazywać szczęśliwą osobą?
- zdecydowanie tak ("3 x tak" :).
3. Jesteś spełniona zawodowo?
- jeszcze nie, ale mam plan, by się spełnić. wymaga on jednak trochę czasu.
4. Twoje hobby - opisz w kilku zdaniach.
- śpiewanie. uwielbiam, kocham i mogłabym to robić cały czas. i nie tak, że tylko pod prysznicem :). poza tym książki. uwielbiam dzięki nim zapominać o Bożym świecie. a, no i pisanie. także tegoż oto bloga.o.
5. Co było impulsem do powstania Twojego bloga?
- ciąża i zamiłowanie do gotowania, które powoli zaczynało mi wychodzić. teraz jeszcze trochę tematyka rodzicielska (niekoniecznie uzewnętrzniająca moje doświadczanie macierzyństwa) mnie napędza.
6. Czy jest coś co byś zmieniła w swoim życiu?
- hmm. jak na dość trudny charakter, w życiu powiodło mi się bajkowo. chyba nic by nie zmieniała.
7. Czy jesteś realistką czy marzycielką?
- absolutnie marzycielką. ale i obserwatorem rzeczywistości, więc to nie tak, że wciąż marzę o różowym jednorożcu, czy coś.
8. Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa macierzyństwo?
- gra pierwsze skrzypce. wszystko się zmieniło i to ja musiałam się podporządkować a nie dziecko.
9. Poleć jakiegoś mało znanego fajnego bloga - do poczytania.
- hm. tylko jak tu napiszę, to może się ktoś oburzyć, że on przecież nie jest "mało znany". ryzykowne. powiedzmy, że te fajne blogi mam w nominacjach. i to te miałam Ci przysłać na priv.
10. Co sądzisz o blogosferze?
- pełno w niej gówna, "szajstwa" i żenady na najgorszym poziomie, a tak samo obfituje w perełki, kwiaty, które mogę zobaczyć i podziwiać właśnie tylko dzięki blogosferze.
11. Plany na przyszłość?
- dom jest w budowie, zaawansowanej. a także w dalszej, ale równie oczekiwanej przyszłości płyta i książka. ale to wiesz ;)
dobrnęłam do końca. teraz moje nominacje. uwaga, uwaga... (alfabetycznie)
1. bliżej mamy - blizejmamy.blogspot.com
2. herbaciana córa - ochamusume.blogspot.com
3. jj & the bear - jjandthebear.blogspot.com
4. raptularz mamy - raptularius-matris.blogspot.com
5. rocznik '85 - rocznik85.blogspot.com
6. smaczny dom - smacznydom.wordpress.com
7. mama bloguje pl (u Ciebie widziałam już nominacje, więc będę wdzięczna jak chociaż napiszesz, że one mnie też dostałaś) - mamablogujepl.blogspot.com
chyba tyle. jeśli chodzi o te blogi "mało popularne", czy coś.
a teraz najtrudniejsze: pytania dla nominowanych. będą bardzo nieoczywiste, bo taki mam kaprys, ot co.
1. robisz zdjęcie najlepszym aparatem na świecie. możesz zrobić tylko jedno. jaki będzie obiekt? (możesz tylko napisać co, a możesz opisać zdjęcie)
2. kwiaty cięte czy doniczkowe? i dlaczego?
3. największe osiągnięcie ostatniego roku (tylko nie, że dziecko, bo taka odpowiedź nie może konkurować ;)
4. ulubiona przyprawa?
5. jakim jesteś zwierzęciem (i dlaczego), kiedy stoisz w kolejce (np. w ostatnim tygodniu kwietnia w urzędzie skarbowym ;P)
6. najlepszy prezent na urodziny (albo Święta czy rocznicę - dowolnie)?
7. przed ciążą/ porodem myślisz, że chcesz, by to był/a chłopiec/dziewczynka, bo...
8. o czym, myślałaś/eś, kiedy w dzieciństwie dmuchałeś świeczki na torcie? spełniło się?
9. nie potrafię żyć bez... (chodzi o jakieś udogodnienie XX/XXI w.)
10. gdzie chcesz się znaleźć, kiedy wychodzisz z siebie, nerwów i przerasta Cię własne zmęczenie?
11. potrawa/ składnik/ coś do jedzenie, bez czego nie wyobrażasz sobie lodówki: musi być :).
udało się, udało!
no, jeszcze raz wielkie dzięki za nominacje i mam nadzieję, że i moje kogoś ucieszą...